Otwórz menu główne

23 grudnia, godz. 20:00
Już jutro Wigilia. Dzieci czekają na prezenty, a dorośli szykują wszystko, wiedząc, że prawdziwa harówa zacznie się jutro. Na prawdziwym wigilijnym stole nie może przecież zabraknąć karpia. Więc jak go zdobyć? Nie od miejscowego handlarza – sanepid naliczy mu tyle kar, że komornik zabierze mu wszystko. Nie w rybnym – w niedziele i święta nie pracujemy. Nie w Tesco – mimo iż karpie są żywe, drogo w cCenzura2.svgj. Zdecydowana większość rodzin wybiera więc Lidla. Opcja najprawdopodobniej sprawdzona. Problem jest jeden – myśli tak 96% osób. Będzie wojna.

Godz. 21:00
Sklep jest jeszcze czynny. Zjawiają się pierwsi namiotowcy. Próbują wciskać śledzie między kostkę brukową na wolnych miejscach – jak już się znajdzie, to trzeba robić to jak najszybciej, bo wtedy rodziny robią zakupy, bo jutro będzie tylko ocet. Ten, kto zajął miejsce, musi go pilnować, przecież jest pięćdziesiąt samochodowców i innych namiotowców, którzy są chętni na zajęcie miejsca. Desperaci, którzy nie znaleźli miejsca, ustawiają się na środku drogi, blokując przejazd. Na parkingu powoli zaczyna panować chaos.

Godz. 22:00
Sklep jest zamykany. Ostatnie samochody odjeżdżają spośród namiotów. W ciągu kilkunastu minut miejsca przy wejściu są zajęte. Okolice Lidla przypominają Woodstock, tyle tylko, że jest czyściej i nie ma muzyki. Zaczyna padać śnieg.

Godz. 22:30
Ci, co przyszli później, muszą albo szukać ostatnich miejsc między namiotami, albo wpychać się między innych. Większość wybiera opcję drugą. Z obawy przed tym, co się stanie rano, powstaje komitet kolejkowy. Jego siedziba znajduje się gdzieś przy wejściu, ale nikt nie wie, gdzie. Każdy chce iść i się zapisać. Widoczne są pierwsze bójki o to, kto będzie wyżej na liście. Bójki trwają jeszcze około pół godziny. Przy okazji doszło do wezwania policji.

Godz. 23:00
Przybywa policja. Oczywiście wystawia mandaty za umieszczanie namiotów. Celem mandatów jest zrobienie miejsca dla radiowozu. Niestety, policjantom się nie udaje nikogo wykurzyć, więc postanawiają czekać do otwarcia, przecież zaczęli zmianę, a zmiana się kończy wtedy, gdy otwierają sklep. Wiedzą, że nie opierdolą ich, wszakże będą interweniować wiele razy pod Lidlem. Policjanci w końcu docierają do miejsca bójek, ale wszyscy się rozeszli. Tylko spisują zeznania.

24 grudnia, godz. 00:00
Wybija północ. Wszyscy w namiotach śpią. Policjanci też. Pod sklep idą dresiarze, przecież chcą pokazać ich starym, że na coś ich stać. Nie zdają sobie sprawy, że istnieje komitet kolejkowy. Będą stosować przemoc fizyczną. Postanawiają koczować, bo co, jak prześpią najważniejszy moment?

Godz. 01:00
Cisza. Zjawia się ktoś, kto ma pistolet. W razie czego będzie miał przewagę. No, może poza policjantami. Nie boi się dresów, gdyby mieli go zlać – pif paf!

Godz. 03:00
Przychodzą metale. Kto wie, może to nasi? Naradzają się, który kot jest najlepszy do degustacji. Jeszcze nie puszczają muzyki.

Godz. 04:00
Na miejsce przychodzi grupa około stu ludzi. Bardzo ich dziwi widok namiotów. Postanawiają oczyścić teren. Usuwają namiot, jeden po drugim. Lądują one, wraz z zawartością, na tył sklepu. Jest tak zimno, że nikt się nie obudził, a dresiarze proszą o łaskę, żeby ich ocieplać, przecież jest trzydzieści na minusie! Opady śniegu przechodzą w śnieżycę, znów jest chaos. Interweniują policjanci, ale okazuje się, że nie było potrzeby. Ludzie odpowiedzialni za komitet kolejkowy śpią.

Godz. 04:30
Przed sklep powoli zjeżdżają się wszystkie patrole policji, karetki pogotowia i wozy strażackie. Od zawsze wiadomo, że tu się dzieje wszystko. Przychodzi pięciu ludzi z kałachami i kamizelkami kuloodpornymi. Każdy, nawet policja, się ich boi. Na miejsce zmierza coraz więcej osób. Trafiają się żule, od których śmierdzi na kilometr, ale ludzie wolą postać przed sklepem, wdychając Chanel No. 5, niż odchodząc. Niektórym potrzeba daje się we znaki, więc się załatwiają, gdzie są. Fetor jest nie do zniesienia.

Godz. 05:00
Cała policja, pogotowie i straż są przed sklepem. Ludzie dalej się schodzą. Walczą o miejsce. Aby być bliżej drzwi, spychają służby poza parking. Zjawiają się moherowe berety, jedna z nich ma radio. Po nastawieniu na odpowiednią częstotliwość, ponieważ są głuche, dają na cały regulator. Przed sklepem słychać:



Cquote2.svg

Szczęść Boże! 24 grudnia, godzina 5:00. Przed mikrofonem, specjalnie, Tadeusz Rydzyk. Zaczniemy od problemów Radia Maryja. Totalna opozycja planuje utrudnić dostawy pieniędzy dla i tak biednego radia. Pomysł popierają LGBT, uchodźcy i nauczyciele. To wszystko wina Tuska. Drodzy słuchacze, prosimy o wpłacanie datków! Kolejnym tematem jest dzisiejszy dzień. Jest on bardzo ważny dla chrześcijan. To czas oczekiwania do Bożego Narodzenia. Należy pamiętać o modlitwie. Zdrowaś Maryja... Nie zapomnijcie o jedzeniu – na stole powinno się znaleźć 12 potraw. Jedną z nich powinna być ryba, najlepiej karp. Przypominamy również o tym, aby zostawić wolne miejsce dla niespodziewanego gościa. W zamian Radio Maryja, wprost z Torunia, będzie wypatrywać pierwszej gwiazdki. Drodzy słuchacze, nie musicie jej wypatrywać, zostaniecie poinformowani o jej zauważeniu. Dzisiejszą audycję będę w całości prowadził ja. Zaczynamy teraz poranną modlitwę. Proszę dzwonić pod 0-56 655 235 i 5 dla Północy bądź 6 dla Południa.
Cquote2.svg

I przez cały czas modlitwy albo wiadomości.

Godz. 05:15
Przy wejściu nie da się wytrzymać. Zjawiają się kolejni ludzie. Nic nie jest im straszne, byleby mieć karpia. Złodzieje węszą okazję – cała policja jest przed Lidlem. Dresiarze dają wpierdol za wpierdolem. Policja nie reaguje, jest zajęta pięćdziesięcioma sprawami. Odpalane są petardy.

Godz. 05:30
Jacyś idioci próbują wyważyć drzwi, a przecież nie ma jeszcze pracowników. Myślą, że karpie biorą się znikąd. Patrol policji, przeciskając się między ludźmi, obezwładnia włamywaczy. Trzy kobiety słabną. Zajmują się nimi karetki. Nikt nie wie, o co chodzi.

Godz. 05:45
Metale postanawiają włączyć muzykę. Nie mogą wytrzymać Radia Maryja. Puszczają na cały regulator. Zjawiają się mohery i mówią: LGBT! Lewactwo! Antykatolicyzm! Wyłączajcie te satanistyczne treści! W odpowiedzi mówią Po rozmowie zadecydowaliśmy, że Pani kot jest najsmaczniejszy! Mohery przystępują do walki, ale przegrywają. Przed sklepem jeszcze większy harnider.

Godz. 06:00
Emocje sięgają zenitu. Pod sklep trafia klika osób z wózkami inwalidzkimi na benzynę. Większość ustępuje, ale mniejszość ich wyprze. Komitet kolejkowy się budzi. Lista zostaje wyrwana z ich rąk. Po ukradnięciu benzyny z wózka listy zostały nią oblane i podpalone, co oznacza unieważnienie komitetu kolejkowego. Kilku ludzi się poważnie poparzyło. Karetki przyjmują, ale są bardzo zapracowane. Niestety, u jednego z poparzonych stwierdza się zgon. Ale kogo obchodzi ofiara?

Godz. 06:15
Do miejsca zbliżają się madki z dziećmi i janusze. Wszyscy się śmieją na ich widok, co pozwala na chwilowe opadnięcie emocji. Ale po chwili przyjeżdża samochód Biedronki, aby obserwować, co się dzieje. Zostaje on ukamieniowany. Kierowca umiera na miejscu.

Godz. 06:30
Pracownicy szukają wejścia do sklepu. Udaje im się wejść od tyłu. Czekają na dostawę towaru. Namiotowcy się budzą. Dziwią się z miejsca. Szybko idą pod wejście. Zostają staranowani. Ludzie ciągle mdleją i umierają. Do tłumu dołączają komuniści. Puszczają na cały regulator Międzynarodówkę, przez co mohery chcą się wdać w bójkę z nimi. Pomagają im dresiarze. Nie udaje się. Na miejscu słychać szum, a powietrze śmierdzi bardziej niż skunks.

Godz. 06:40
Przyjeżdża dostawa z eskortą policji. Każdy chce mieć karpia. Ciężarówka się otwiera, ludzie wyjmują kilka karpi, po czym uciekają. Policja zamyka drzwi i każe ludziom się odsunąć, na co zostają obrzuceni kamieniami. Ostatecznie towar do sklepu dostarczają antyterroroyści w sejfach. W sklepie towar zostaje szybko przepakowany do zamrażarki.

Godz. 06:50
Na parking wjeżdża kilka samochodów, które taranują wszystkich do okoła. Około 200 osób jest rannych, 20 ginie na miejscu. Policja próbuje ich złapać, ale uciekają, bo wiedzą, że nie będą ich gonić. Jedne drzwi wejściowe zostają wyważone. Ludzie wchodzą do sklepu jak owce. Każdy czeka na otwarcie sklepu.

Godz. 07:00
Nadszedł wyczekiwany od wielu godzin moment. Otwarto sklep. Wszyscy wchodzą i idą na mrożonki. Okazuje się, że karpie są na drugim końcu sklepu. Każdy wszędzie szuka karpi. Ludzie biorą w ciemno po kilka sztuk, wiedząc, że zostaną okradnięci. Zamrażarka z karpiami to miejsce tortur. Pod sklep tysiącami najeżdżają spóźnialscy. Uniemożliwiają oni wyjście ze sklepu. Ci, co zapłacili za karpie, są uwięzieni. Ktoś, paląc papierosa, powoduje, że na dziale z fajerwerkami wybucha pożar. Wszyscy chcą uciec w panice ze sklepu, ale wyjście główne jest zagrodzone przez spóźnialskich, którzy masowo chcą wejść, mimo że nie ma karpi, a system ewakuacyjny nie zadziałał i nie otworzył pozostałych drzwi. Każdy się boi. Wybuchają kolejne petardy i fajerwerki. Ludzie wybijają okna po to, aby uciec, ale chwilę temu spóźnialscy zastawili i te wyjścia. Groza. W końcu wszyscy wychodzą jednym wybitym oknem. Pracownice nie sprawdzają, czy ktoś płaci, czy nie. Do gaszenia sklepu przystępuje straż pożarna. Jest to zadanie bardzo trudne, ponieważ wszystkie półki są poprzewracane. Ostatecznie, jakieś 1000 osób się cieszy, że mają karpia. 200 osób zmarło. Sklep spłonął. W setkach domów, tradycyjnie, będzie karp po żydowsku.