Otwórz menu główne

NonNews:Księżniczka przegrał z Małyszem; Bachleda jak zwykle; (nie)Szczęsny coraz lepiej

4 lutego 2010

Jest już ten "pałer" w nogach

HARRACHOV, Południowa Szwajcaria -- Wreszcie oglądając Dziennik TVP mogliśmy usłyszeć, jak za dawnych lat, jak program zaczyna się od słów Adam Małysz. Co prawda Adaśko w Klingetnhal nie wygrał, ale był drugi i wyprzedził samego "Księżniczkę" o ponad 10 punktów, a zwykle bywało na odwrót.

Zresztą Świniozaur ewidentnie jest rozbity psychicznie po incydencie z drużynówki w Oberstdorfie, gdzie przed jego skokiem obniżono rozbieg "tylko dla niego" a sam Patyk skoczył raptem 169 metrów. Nieoficjalnie mówi się, że podpadł czymś Walterowi Hoferowi.

Należy też zaznaczyć, że sukcesu Małysza nie byłoby, gdyby nie krawieckie umiejętności Roberta Matei. Robert pojechał do kraju, gdzie przeszył kombinezony Adama i wrócił do Niemiec. Zajęło mu to dwa dni i dwie noce pozbawione snu. Na szczęście nie spowodował po drodze wypadku. Ponadto według Roberta Adam jest no... w... no... perfekcyjnej formie... no... tylko kosmetyczne zmiany... no potrzebne są.

Ten kombinezon na pewno nie nadaje się na dużą skocznię na pewno – Marcin Bachleda po Oberstdorfie a przed Klingenthal

Na skijumping.pl już pojawiła się ankieta Ile złotych medali zdobędzie na Igrzyskach Adam Małysz. Wygląda na to, że Kazik miał rację, mówiąc, że Polska jest zdesperowana w poszukiwaniu sportowego idola. Tak czy siak na kolejne skoki Małysza przyjdzie nam poczekać do Vancouver, gdyż do Willingen nikt nie jedzie i wreszcie Marcin Bachleda będzie mógł pokazać na co go stać, gdyż niestety wczoraj w Klingenthal był dopiero 44., ale Marcin zapowiedział, że pojedzie do Willingen, potem na Kontynentala, no... i przed Turniejem Nordyckim powinno być dobrze. W sumie słyszymy podobne opowieści z jego ust od jakichś 9 lat, ale wierzymy, że rzeczywiście będzie dobrze, bo ponoć wiara góry przenosi. Byłoby jednak lepiej gdyby nosiła Bachledę.

Z nieco oddalonych od samej skoczni informacji: Sebastian Szczęsny komentuje coraz lepiej. Wczoraj udawało mu się nieco odejść od tematów związanych z matematyką, gdyż zorientował się, że kalkulatory nie są potrzebne - bo komputer sam liczy wszystko. Ponadto we wręcz perfekcyjny sposób wymówił nazwisko niemieckiego skoczka polskiego pochodzenia Juliana Musiola. Jeśli powiedziałeś Musioła albo Musiola to powiedziałeś to źle. Sebastian powiedział, że powinno być Muzziol. Niestety, przy wymowie nazwisk japońskich skoczków nie był już taki dokładny. W każdym bądź razie sam Niezastąpiony może mieć jednak godnego następcę, gdyż Szczęsny podczas każdego konkursu jest niesamowicie rozpoetyzowany i podekscytowany. Jeśli tylko popracuje nad wymową nazwisk skoczków a la Szaran oraz nauczy się nieco poprawniej akcentować entuzjazm w odpowiednich zdaniach, to będziemy mieć Włodzimierza Szaranowicza Bis.

I tak, Sebastian Szczęsny nie mógł sobie odpuścić, aby przypomnieć, że Wegard-Hałkoł Sklep (nor. Vegard-Haukoe Sklett) skoczył w Oberstdorfie 210 metrów, ale był dopiero siedemnasty, gdy Misiael Misi Urman (niem. Michael Uhrmann) skoczył 186,5 metra i był dziewiąty. Ciekawe czy wspomni o tym również w Willingnen i Vancouver.

Źródło