Otwórz menu główne

NonNews:Miedziane kradzieże w Szwecji

Zamiast bawić się w widoczne tutaj oczyszczanie rudy, Szwedzi wolą zerwać skądś miedź, a potem opłukać ją pod kranem w publicznej toalecie

6 września 2006

Polska znów może świecić przykładem dla innych krajów. Profesja magnesa, tak popularna w naszym kraju, przyjęła się również w innych, cywilizowanych krajach Europy.

A dokładniej – w Szwecji. Tam też pojawił się ten szlachetny zawód i od razu zawojował rynki pracy. Szwedzi oszaleli na punkcie zrywania miedzi odkrywszy, w jak łatwy sposób można dorobić się w tym biznesie. Tym bardziej, iż dziedzina ta jest tam jeszcze w powijakach, nie ma tak wielkiej konkurencji i jeszcze upłynie wiele lat, zanim osiągnie takie obroty jak w Polsce. Bądźmy jednak dobrej myśli: obecni szwedzcy pionierzy złomiarstwa radzą sobie bardzo dobrze.

Praktycznie codziennie, media powiadamiają o dokonaniach nieznanych sprawców, którzy wprost magiczny sposób sprawiają, że znikają całe dachy, rynny oraz okablowanie. Najczęściej łupione jest sztokholmskie metro, zabytkowy pałac Sundbyholm w Eskilstunie oraz dach uniwersytetu w Sztokholmie. A dlaczego akurat one tak chętnie? Ponieważ dachy pałacu i uniwersytetu zrobione są z niezwykle cenionej wśród złomiarzy miedzi. Natomiast metro nie spełnia podstawowych wymogów bezpieczeństwa, gdyż wszystkie kable są łatwo dostępne, tak więc złomiarze łączą przyjemne (dla siebie) z pożytecznym. Ile to osób mogło zostać uśmierconych przez źle wkute kable?! Aż dziw, że nie doszło do tragedii.

Bardzo możliwe, że polscy specjaliści w zrywaniu miedzi i innych metali kolorowych, przyłączą się do wielkiej fali emigracji i zrewolucjonizują, raczkujący jeszcze, przemysł w Szwecji. I wtem, na plakatach zamiast męskiego hydraulika i seksownej pielęgniarki, znajdować się będzie zaradny zbieracz złomu, a Polska stanie się potęgą w dziedzinie miejskiego zdobywania surowców metalowych.

Źródło